Mazowiecki Instytut Kultury

Tegoroczna odsłona Chopinianów poświęcona jest scherzu. Scherzo w historii muzyki występowało zarówno jako część cyklicznej sonaty bądź symfonii - zastępując jako trzecia (a czasami druga) część wcześniejszego spokojnego menueta – jak i jako samodzielny utwór niezbyt dużych rozmiarów. W sonatach Chopina (dwóch fortepianowych i jednej wiolonczelowej) a także w jego Triu fortepianowym znajdziemy scherza pierwszego rodzaju. Ich geneza sięga Kwartetów Haydna, a jako stała praktyka zagościła w dziełach Beethovena (symfoniach i sonatach). Ale to Chopin stworzył formę scherza – samodzielnego poematu fortepianowego. Scherza stanowią podobny do Czterech ballad, i przewyższający ciężarem gatunkowym Cztery Impromptus cykl utworów, które zachowując wspólne metrum i ogólny rys konstrukcyjny (oparty generalnie na formie ABA o szybkich częściach skrajnych i lirycznym epizodzie środkowym) prezentują ogromne bogactwo nastrojów. Cztery scherza Chopina będą dla nas punktem wyjścia do różnych skojarzeń i refleksji, w wyniku czego powstał program niniejszego festiwalu.

Najpierw historia: podręczniki form muzycznych wspominają, że pierwszy użył nazwy scherzo Monteverdi w swoich Scherzi musicali – dwóch cyklach, które wyszły drukiem w 1607 i 1632 roku. Te pogodne utwory wokalno–instrumentalne kompozytora, którego twórczość otwiera erę baroku w muzyce będą lekko przyprawione canzonami instrumentalnymi Frescobaldiego i wreszcie mało znanym, a bardzo efektownym programowym Capriccio Johana Sebastiana Bacha – którego twórczość epokę baroku zamyka.

Potem pierwsza dawka scherz Chopina: najbardziej dramatyczne, wstrząsające scherza: h-moll i b-moll zestawione z równie dramatycznymi i dotykającymi najtragiczniejszych spraw bytu Pieśniami i tańcami śmierci Modesta Musorgskiego. Program uzupełnią scherza Liszta, Skriabina i Prokofiewa oraz Rapsodia Brahmsa.

Trzeci koncert to absolutne przeciwieństwo. Teraz naprawdę czas na żarty: Mozarta i Hindemitha z niesprawnych muzyków. Ale zabawimy się też żartobliwie z Chopinem, dopisując jego scherzom wersję z jednym z najbardziej komicznym - puzonem. Wreszcie posłuchamy poważnych arii Mozarta z Don Giovanniego najpierw w oryginalnej wersji językowej, a potem z tekstami Barańczaka, który tym razem pozwolił sobie na żarty z Mozarta.

Na koniec znów poważnie ale już nieco lżej. Tańczące gnomy Bazziniego, popisy wirtuozerii skrzypcowej Wieniawskiego, zwiewne scherzo Brahmsa i wreszcie najbardziej eteryczne chopinowskie Scherzo E-dur. I w tym pogodnym nastroju przyjdzie nam się już pożegnać. A za rok znów Chopiniana. Pora na Mazurki. To nie żart!

Lech Dzierżanowski